Moi drodzy, stało się. Aż ciężko mi w to uwierzyć, ale po 13 latach blog został zakończony.
Pamiętam moment, gdy Irma zdecydowała się przekazać go komuś innemu i gdy coś pokusiło mnie o spróbowanie swoich sił. Byłam wtedy w podstawówce, dziś jestem po pierwszym stopniu studiów. Z jednej strony chcę was wszystkich przeprosić, zwłaszcza tych, którzy pewnie nigdy nie przeczytają już końcówki tej historii, przez to ile zajęło mi to czasu. Z drugiej strony natomiast, całkiem cieszę się, że mogłam dokończyć bloga mając już nieco większe pojęcie o pisaniu i planowaniu historii.
Czy wyszło tak jak chciałam? Nie wiem. Przeczytałam wszystkie 90 rozdziałów w dwa dni po zimowej sesji egzaminacyjnej tego roku. Udało mi się posklejać wszystkie wątki i bohaterów tak, by wyszło z tego... coś. I chyba jest nieźle! Myślę, że całkiem ma to sens, jak na to, że większość rozdziałów to zwyczajna paplanina. Nie wiem jak chciała skończyć tę historię Irma. Nie wiem, czy przez te wszystkie lata kiedykolwiek tu jeszcze zajrzała. Całkiem nie wierzę, że faktycznie mogłam dokończyć tak dużego bloga. Oczywiście nie uważam go za swoją historię, bo gdyby nie jej początek, gdyby nie legenda tego bloga, którą zbudowała Irma pierwszymi kilkunastoma (kilkudiesięcioma?) rozdziałami, w życiu nie udałoby mi się stworzyć czegoś podobnego. Ci, którzy spotkali wcześniej moją twórczość w tym małym zakątku internetu, wiedzą, że nigdy nie dokończyłam ani jednej ze swoich historii. Chyba właśnie to dawało mi ciągle motywacyjnego kopa, by jednak kiedyś napisać to kilka kończących rozdziałów. Bo jeśli któryś z blogów w moich rękach zasługiwał na dokończenie, to zdecydowanie The Lion Heart.
Przez te wszystkie lata, kiedy mnie tu nie było, jednak tu byłam. Co roku miałam ochotę wrócić do bloggera i do tych ludzi, których poznałam, ale co tu dużo mówić. Nasza blogsfera się wyludniła, co jest absolutnie normalną sprawą. W obecnych czasach szczególnie brakuje mi jednak tego, co tutaj mieliśmy. Z każdym dniem tęsknię mocniej i mocniej do pewności, że to co czytam i na co patrzę wyszło spod ręki człowieka. Bo tutaj, w czasach pisania na bloggerze, nigdy nawet nie przeszłoby mi to przez myśl. Owszem, kradło się cudze obrazki na potęgę, mi zdarzało się nawet plagiatować teksty innych twórców (co i po tylu latach spędza mi sen z powiek), ale na wszystko poświęcaliśmy czas, we wszystko wkładaliśmy serce. Bo znaliśmy się w tym zakątku internetu i robiliśmy to wszytko, pisaliśmy, tworzyliśmy dla siebie nawzajem. Boże, okropnie za tym tęsknię.
Niesamowicie się cieszę widząc nowe komentarze po tylu latach, nie tylko pod nowymi, ale i pod starymi rozdziałami. Macham i pozdrawiam wszystkie drogie Anonimy, które podejrzewam, że są najmłodszymi czytelnikami. Mam nadzieję, że założycie własne konta i napiszecie rzecz czy dwie. Dla zabawy, dla siebie, dla utrzymania fandomu przy życiu. Jest to warte więcej niż może wam się wydawać.
Naprawdę pisząc tego posta, jeszcze nie czuję, że to koniec. Czy to mój koniec z bloggerem? Pewnie tak, bo nie odzyskam już tego co tutaj było. Jestem zupełnie inną osobą, w zupełnie innym momencie życia. Ale ta witryna i ten rozdział mojego życia na zawsze będą lwią (hehe) częścią mojej tożsamości. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Może jeszcze kiedyś przeczytamy swoje historie. Jeśli nie,
ściskam was wszystkich serdeczenie. Dziękuję za tyle lat wspomnień, za cierpliwość i wytrwanie. Jeśli tu nie wrócę, będę tęsknić, jeśli wrócę, i tak będę tęsknić.
PS. Czasami bawię się w grafikę komputerową, więc żeby do reszty pozbyć się ukradzionych obrazków, niewykluczone, że będę aktualizować zakładkę z bohaterami, wstawiając tam własne projekty :) Może wstawię również post w którym przedstawiam dzieciaki z kolejnego pokolenia. Tym razem nic jednak nie obiecuję, bo może zajmie mi to kolejne 9 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz