Ziemia wciąż na sawannie pachniała wilgocią, powietrze przesycone było jej zapachem. W noc po walce spadł pierwszy deszcz, zapowiadający nadejście pory deszczowej. Woda zmyła z gleby wszelkie ślady walki, chłonąc wraz z deszczem przelaną krew. Mrok powoli rozpraszał się pierwszymi promieniami słońca. Rozpoczynał się drugi dzień od bitwy, która rozegrała się na granicy trzech lwich terytoriów.
Pomimo wszechogarniającej ciszy, Lwia Skała nigdy nie była pełniejsza. Poza całym stadem lwioziemców musiała pomieścić dwie sojusznicze grupy, które przybyły by wesprzeć Sawę. Jak się okazało, wysłane poselstwo oraz uzyskana dzięki niemu pomoc zdecydowały o rozstrzygnięciu starcia. Choć był jednym z namłodszych lwów wśród zgromadzonych sojuszników, Kiongozi został wskazany przez Lanę oraz Nevadę na głównodowodzącego atakiem. Dzięki licznym patrolom, które odbywał od dziecka z ojcem znał tereny najlepiej. Dzięki wsparciu swoich przyjaciół oraz głównych wojowników z sojuszniczych stad udało mu się opracować strategię, która poprowadziła lwioziemców do zwycięstwa. Mimo to, w walce śmierć poniosło wiele lwów, po obu stronach. Przywódcy wrogich stad zginęli, Narumi w starciu z Chaką, Khari niemal wdeptany w ziemię, wykończony licznymi ranami zadanymi mu przez gniewny tłum. Lisa, zrozpaczona po stracie nie tylko partnera, ale również ostatecznym zerwaniu więzi z synem, zniknęła. Nikt nie wiedział czy zbiegła z pola bitwy, czy skończyła przygnieciona przez głazy z rozbitego muru. Jej los nigdy się nie wyjaśnił.
Po stronie lwioziemców, królowa Eclipse oraz Asani odnieśli najcięższe rany. Biała lwica została oślepiona na jedno oko, Asani zaś doznał poważnego urazu łapy. Pieczę nad rannymi sprawowała Shani, wspomagana przez dwie ciężarne - Niszę oraz Amarę. Niewidoma szamanka niezwykle przejęła się stanem lwa, który kilkukrotnie tracił przytomność z odniesionych ran i silnie gorączkował. Choć rannych było wielu, lwica męczona wspomnieniami wizji, które ją nachodziły, nie chciała odstępywać Asaniego na krok. Wciąż czuła straszliwą niepewność o przyszłość, którą ukazali jej przodkowie.
Śmierć w walce poniósł Wimbo, który zdołał jednak zadać kilka znaczących ciosów samemu Khariemu. Wielu mówiło, że to dzięki ranom, które mąż Wazi zadał głównemu wrogowi, ostatecznie udało się go zabić. Jedną z największych strat, którą odniosło stado, była jednak śmierć Asante. Lew zginął przez rany nabyte w obronie królowej Eclipse. Patrząc na to, jak zły był stan lwicy i z doświadczonym wojownikiem u boku, wszyscy domyślali się, że gdyby nie poświęcenie głównego strażnika, królowa nie przeżyłaby walki. Pogrzeb odbył się dzień po bitwie. Asante został pochowany z największymi honorami. Leah całkowicie pogrążyła się w żałobie, choć znajdywała resztki otuchy w bliskości z synem, któremu pozwolono tymczasowo przebywać na Lwiej Ziemi. Chaka po raz pierwszy zdawał się dojrzeć. Nie zbliżał się nawet do Lwiej Skały, trzymał swój dystans od wszystkiego i wszystkich, spotykając się z całym stadem jedynie na pogrzebie Asante. Jego spowodowane serią fatalnych decyzji rozstanie z ojcem w trudnych stosunkach miało ogromny wpływ na młodego lwa. W dużej mierze obwiniał się za śmierć ojca.
Swoją drogę spowrotem do serca lwa próbowała odnaleźć córka Wazi. Zawadi ciężko przeżywała brutalny rozlew krwi, którego doświadczyli. Pomio radości z odniesionego zwycięstwa, koniec walki uświadomił ją całego strachu i stresu, który nosiła w sercu. Lęk o życie najbliższych, zobaczenie się z biologicznym ojcem w takich okolicznościach, ale również śmierć Wimbo, lwa, który pokochał ją jak własną córkę, sprawiły, że po całym starciu czuła potrzebę być jeszcze bliżej lwioziemców niż do tej pory.
Cieszyła się, że Chakę dopuszczono do pogrzebu ojca. Lew okazał się dużą pomocą w czasie walki. Mimo to, nie oczekiwała by jego zdrada została zapomniana. Wciąż miała jednak nadzieję, że sytuacja z Chaką rozwinie się inaczej.
Na drugi dzień po bitwie, obudziła się jako jedna z pierwszych. Grota była nagrzana od wspólnego ciepła wielu ciał śpiących pod jej sklepieniem. Wymknęła się by zaczerpnąć świeżego powietrza. Na zewnątrz panował półmrok. Niebo zaczynało nabierać popielatej barwy, gdy leniwe promienie wyciągały swoje ręce spomiędzy chmur. Ziewnęła szeroko. Wciąż ciężko jej było uwierzyć, że konflikt, który zaczął się jeszcze przed jej narodzinami, a którego była wielką częścią, nareszcie się rozwiązał.
Ujrzała dwie sylwetki u podnóży Lwiej Skały. Leah wraz z synem spacerowała powoli, z wolna zbliżając się do siedziby stada. Chciała zejść i się przywitać, ale coś mówiło jej, że powinna zaczekać.
Chaka odprowadził lwicę bliżej, zatrzymując się jednak dość daleko by nikt ich nie słyszał. Matka i syn przytulili się, Leah czule polizała policzek lwa. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim, serce Zawadi zabiło mocniej, gdy niebieskie spojrzenie Chaki skrzyżowało się z tym jej. Po chwili samiec spuscił wzrok i trącając Leah pyskiem, odwrócił się. Powoli zaczął oddalać się od Lwiej Skały. Zawadi w te pędzy zeskoczyła z góry, chcąc go dogonić. Dostrzgła jednak jak Leah siada na ziemi ociężale ze zwieszoną głową. Zatrzymała się więc kilka kroków od złotej. Mogła usłyszeć jej tłumiony szloch. Niepewnie zbliżyła się o kolejne kroki.
- Ciociu Leah? - zagadnęła cichutko. Zmęczone, lśniące od łez oczy podniosły na nią swój wzrok. Lwica z grzywką westchnęła z rozedrganiem.
- ... Odszedł - załkała - Mój syn...
Drobna lwica zaniosła się płaczem. Zawadi poczuła falę gorąca na jej słowa. Bez zastanowienia przytuliła starszą mocno. Leah drżała niespokojnie, płacząc cicho, by nie zbudzić reszty stada. Od dłuższego czasu jej serce krwawiło bolesnymi ranami. Zdrady syna, świeża śmierć Asante... Została zupełnie sama. Gdy młoda lwica uspokoiła złotą, ta wyjaśniła, że Chaka zdecydował się odejść z najbliższych terenów. Nie zamierzał starać się o powrót na Lwią Ziemię, nie chciał żyć w odosobnieniu na Cmentarzysku. Zawadi poczuła się zmieszana. Nie wiedziała, dlaczego ta decyzja tak ją zaskoczyła. Może wciąż miała nadzieję, że dadzą sobie szansę. Przecież chciała ruszyć za nim..! Żal ze straconej możliwości wypełnił młodą lwicę. Zastanowiła się jednak. Czy faktycznie byłaby w stanie to zrobić? Zostawić matkę i brata, wszystkich przyjaciół i ziemię, która była jej domem...? Nie. Jej miejsce, w przeciwieństwie do Chaki, było tutaj.
O odejściu młodego lwa Leah poinformowała jedynie swoje rodzeństwo. Zarówno Idia, jak i Sawa skupili się na prywatnym wymiarze odejścia Chaki. Oboje nie uważali by była potrzeba ścigać chrześniaka by upewnić się, że faktycznie opuścił granice. Oficalna banicja również zdawała się zbędna. Nie chcieli krzywdzić zrozpaczonej siostry jeszcze bardziej. Wierzyli, że Chaka nie wróci. I faktycznie, nie wrócił. Słuch zaginął o jedynym dziecku Leah, które dożyło dorosłości.
Na dzień, który rozpoczęła nowina o jego odejściu, zaplanowane zostało duże polowanie oraz ostatnie spotkanie z sojuszniczymi stadami. Tego dnia, miały opuścić tereny Lwiej Ziemi i powrócić na własne terytoria. Starsze pokolenie niezwykle ucieszyło się z ponownego spotkania z Nevadą, podobnie jak Nisza, która w końcu miała możliwość poinformowania matki o ciąży. Kuzynka królowej, Lana, spędzała większość czasu w baobabie szmanki, dotrzymując towarszystwa Eclipse, ale również słuchając opowiści o swoim synu. Zafascynowała ją postać Shani, która wypowiadała się o młodym lwie ze szczerą radością. Siedziały razem przed drzewem, dzieląc się posiłkiem upolowanym przez Lanę oraz siostrę Shani.
- Naprawdę go kochasz - uśmiechnęła się ciepło do młodszej z córek Idii, wysłuchując kolejenej ze wspominek o Asanim. Na psyk Shani również wkradł się nieśmiały uśmiech.
- Musiałabym się postarać, żeby było inaczej. - przyznała - Nie sądzę jednak, by dane nam bylo być razem, Pani.
- Dlaczego? - lwica przechyliła głowę, sięgając po kolejny kęs.
- Życie szamana toczy się w odosobnieniu. Trzymając przy sobie Asaniego, skazałabym go na towarzystwo jedynie moje oraz... cóż, duchów.
- Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa, droga szamanko. - Lana uśmiechnęła się do niewidomej. Jej nadmierna empatia i troska nieco rozbaiwły kuzynkę królowej. - Jesteś młodą, piękną lwicą. Życie z tobą nie musi oznaczać dla nikogo klatki.
- Nie śmiałabym zamykać go tutaj. - Shani nie dawała za wygraną. Wiedziała ile kosztowało jej matkę i siostrę rozstanie z nią samą, gdy udawała się na szkolenie. Asani miał na Lwiej Skale przyjaciół, miał rodzinę, miał gwardię i obowiązki. Nawet jeśli była między nimi miłość, nie chciała by kosztowała go innych relacji w życiu.
- Co gdyby wybór zależał ode mnie? - znajomy głos wyrwał ją z rozmyślań. Spomiędzy konarów drzew wyłonił się mocno kulejący, rudawy lew. Shani poderwała się na cztery łapy, niemal potykając o leżącą przed nią zwierzynę.
- Asani...! - kilkoma susami znalazła się przy lwie. Samiec przytulił lwicę. - Jak się czujesz?
- Teraz już dobrze. - przyznał z uśmiechem, głaszcząc ją lekko. Odetchnął głęboko. - Tęskniłem za tobą, Shani.
- Tak się martwiłam...
Rozmawiając z lwem, Shani poczuła się lekko. Jego ciepły, beztroski śmiech... Bała się, że już go nie usłyszy. Wtedy pomyślała, że może to nie przed jego śmiercią ostrzegały ją duchy. Może strata Asaniego oznaczała wyrzeczenie się miłości na rzecz obowiązku...? Ostatnie wydarzenia na Lwiej Ziemi sprawiły, że była potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. A jednak zwykła rozmowa z lwem sprawiła, że nabarała nowej siły. Tak... Jeśli tylko Asani chaiłby z nią zostać, nie mogłaby być szczęśliwsza.
Lana obserwowała jak młodzi nadrabiają stracony czas. Zdołała poznać syna lepiej, gdy wyruszył z misją poselską. Nie spodziewała się spotkać ani Wimbo, ani potomka, którego widziała ostatni raz jako małe lwiątko. Asani wyrósł na lwa o złotym sercu. Nie mieli zbyt wiele czasu by nadrobić minione lata, ale w podróży na Lwią Ziemię okazał się znakomitym przewodnikiem i troskliwym towarzyszem. Życzyła mu wszystkiego co najlepsze. Korzystając z okazji gdy para zajęła się sobą, zostawiła ich i udała się na Lwią Skałę.
Spotkanie, właśnie się zaczynało. Sawa rozpoczął od głębokich podziękowań dla obu stad, dzięki którym do zebrania w ogóle mogło dojść. Ogłosił Lwią Ziemię bezpieczną przystanią dla lwów z sojuszniczych stad, której granice stoją otworem, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. W zgodzie z obojgiem dzieci, zarówno Valentine, której koronacja na królową Wolnej Ziemi była tuż za rogiem, jak i Kionem, przedłużyli sojusz. Jeśli tylko któreś ze stad znalazłoby się w potrzebie, mogło liczyć na wsparcie zarówno Lwiej, jak i Wolnej Ziemi.
Wraz z pożegnaniem i odejściem sojuszników, Sawa zorganizował kolejne spotkanie, na którym ustalono nowe pozycje w stadzie. Po śmierci wielu lwioziemców oraz przeniesieniu się części z nich na Wolną Ziemię, konieczne było ustalenie nowej hierarchii. Bahati, Amara oraz Zawadi chcieli pozostać na Lwiej Ziemi. Hapana z Miujizą zdecydowali się na stałe osiedlić na Wolnej Ziemi. Koronację księżniczki Valentine zaplanowano na kolejny dzień.
Zgodnie z wolą jej członków, Lwią Gwardię rozwiązano. Nuada miał stanąć u boku Valentine jako lider Wolnej Ziemi, Bahati oraz Amara spodziewali się lwiątek, zaś Asani ogłosił, że planuje ożenić się z Shani oraz zamieszkać wraz z nią w baobabie. Z pokonaniem Narumi oraz ostatecznym rozstrzygnięciem wieloletniego sporu z Kharim, potrzeba obecności Gwardii była dużo mniejsza. Choć wszyscy gwardziści poczuli uszczypnięcie żalu w związku z zamknięciem tego rozdziału ich życia, wiedzieli, że ich przyjaźń i więź pozostaną równie silnymi.
Wyglądało na to, że kolejna era dziejów Lwiej Ziemi dobiegała końca. Nadchodziły nowe czasy, lepsze czasy. Bez cienia konfliktu między Lwią a Złą Ziemią. Bez wrogich stad czychających za granicami. To wszystko zdawało się teraz zaledwie cieniem przeszłości, który będą przekazywać dalej przyszłym pokoleniom.